Początki Tropienia
Majówkę spędziliśmy aktywnie, ucząc się nowych umiejętności pod okiem doświadczonych trenerów ze szkoły DOGADAJCIE SIĘ, chciałabym wam opowiedzieć jak było fajnie, ile rzeczy Rico się nauczył, mam nadzieję że choć w części słowa oddadzą te wspaniałe doświadczenie…
Pierwszy dzień przyniósł dużo pozytywnych emocji, zarówno dla mnie jak i mojego przyjaciela Rico, który pokazał że stać go na dużo więcej,Dzięki zajęciom dowiedziałam się, że jest tyle możliwości na pracę z psem np: tropienie. Spróbowaliśmy tej aktywności i muszę przyznać, że było to genialne doświadczenie! Nie doceniałam mojego psa i jego zdolności węchowych, myślałam że Rico nie będzie zainteresowany tropieniem gdyż wielokrotnie chowałam mu smakołyki w domu i niechętnie ich szukał. Na szczęście moje przeczucia okazało się mylne…
Jak wyglądał pierwszy dzień Tropów.
Na początek szkoleniowiec wykreśli nam kilka zasad tropienia, poniżej je przedstawiam :
Pies podczas tropienia musi być na szelkach
Pies musi być prowadzony na długiej lince
Właściciela zadaniem jest nie przeszkadzać, w tropieniu zdajemy się na psa!
Kiedy uciekający odbiega właściciel go nie zagaduje nie skarmia, pies ma być skupiony na osobie którą ma wytropić.
Właściciel ma być lustrzanym odbiciem psa, kiedy pies odwraca się on odsłaniamy mu drogę aby mógł ponownie złapać trop!
Jak to wyglądało u nas:
Na pierwszym wejściu pozorant pokazał Rico, że ma w ręku pyszne mięsko, po czym schował się w odległości około 100 metrów od nas. W praktyce wyglądało to tak, że miałam poluzować smycz kiedy uciekinier zniknie nam z pola widzenia. Muszę powiedzieć, że miałam pewne obawy co do motywacji Rico w szukaniu obcej mu osoby. Jednak mój psiak mnie mile zaskoczył bo złapał trop i odnalazł pozoranta w mig. Widziałam w oczach mojego psa taką dumę i radość, że zrozumiałam co będziemy robić przez najbliższy czas. Następne tropy były już trudniejsze bo pozorant oddalił się bardziej, a Rico miał go znaleźć na podstawie wywąchanego przedmiotu osobistego, w tym przypadku był to niebieski breloczek, który nawiasem mówiąc zgubiłam 🙁 Drugi trop poszedł nam gorzej, ale to było wyłącznie moja wina. Popełniłam kilka błędów. Podczas tropienia nie należy mówić do psa (nawet słowo szukaj jest niepotrzebne). Zadaniem moim było obserwowanie psa i podążanie za nim szybkim krokiem, ale nie biegiem. Ponadto szkoleniowiec powiedział mi, że wykonywałam zbyt dużo gwałtownych ruchów, które również myliły psa. Zaznaczam jednak, że pomimo takich przeszkód w mojej osobie jestem dumna z Rico bo znalazł pozoranta.
Tak mniej więcej wyglądało nasze pierwsze spotkanie z tropieniem. Rico właśnie przewraca się na drugi bok, kiedy kończę pisać ten tekst. Myślę, że śni teraz o lesie i tropach…
Najciekawsze propozycje z naszego sklepu